Osamotnienie kardynała Grzegorza Rysia wiele mówi o sytuacji w Konferencji Episkopatu Polski.

Tomasz Terlikowski

Źródło: FB

Większość biskupów - a taka była potrzebna, żeby list został przyjęty - uznała go za swój, ale gdy na głowę metropolity krakowskiego posypały się gromy, gdy hejt (także za pośrednictwem czasopism katolickich i teologicznych) rozlał się szerokim strumieniem, gdy zaczęto wydzwaniać do kurii krakowskiej, nagle wszyscy nabrali wody w usta. Zapadło głuche milczenie, i nie ma zbyt wielu chętnych, by publicznie stanąć w obronie innego biskupa i nauczania Jana Pawła II.

Odwaga, to trzeba powiedzieć otwarcie, nie jest najmocniejszą stroną biskupów w Polsce, tak jak nie jest nią solidarność z atakowanym współbratem w biskupstwie. Milczy prezydium KEP, milczy przewodniczący KEP, milczą metropolici. Tematu hejtu na kardynała Rysia nie ma. Nie ma obrony papieskiego nauczania, nie ma przypomnienia, jakie jest stanowisko Kościoła w tej sprawie. Najważniejsze przykazanie polskiego Kościoła - „nie wychylać się” pokazane jest w praktyce, a kult najważniejszego świętego naszego Kościoła „świętego spokoju” jest realizowane w pełni.

A jeszcze bardziej zaskakuje fakt, że gdy media skrytykowały swego czasu arcybiskupa Marka Jędraszewskiego za mało roztropne i mało ewangeliczne wypowiedzi, wówczas w jego obronie stawały rzesze biskupów. Teraz zapadło milczenie. Nauczanie na temat judaizmu, stanowisko Jana Pawła II i nawet zwyczajna solidarność z atakowanym przestało mieć znaczenie. Źle to wygląda. Bardzo źle.