„Święta wojna” przeciwko Ukrainie. Jak Rosyjski Kościół Prawosławny legitymizuje agresję Kremla

Dawid Gospodarek

Źródło: Więź

Dawid Gospodarek
dziennikarz, publicysta. Zaangażowany w dialog ekumeniczny i międzyreligijny.

Moskiewska Cerkiew stała się nie tylko poplecznikiem reżimu Putina, ale też współtwórczynią i propagatorką doktryny uzasadniającej masową przemoc.

W najbliższych miesiącach na łamach Więź.pl będzie prowadzony projekt „Siła nadziei. Jak Ukraina buduje społeczną odporność na wojnę i wygrywa z rosyjską propagandą”. Poniższy tekst powstał w ramach tego projektu.

Prezydent Federacji Rosyjskiej Władimir Putin w ubiegłą niedzielę, 24 maja, odwiedził patriarchę moskiewskiego Cyryla. Wręczając mu bukiet kwiatów, złożył życzenia imieninowe. Relacja z tego spotkania opublikowana została na stronach internetowych Kremla i patriarchatu moskiewskiego.

Putin docenił wkład Cyryla w dialog międzywyznaniowy i podkreślił jego wagę dla narodowej jedności. Cyryl z kolei „z całego serca” podziękował Putinowi za jego przewodnictwo i wpływ na życie religijne narodu. – Jesteś osobą wrażliwą na czynnik religijny. Kiedy ludziom kończą się argumenty ideologiczne, czynnik ten zawsze odgrywa kluczową rolę w walce z wrogiem oraz w konsolidacji społeczeństwa – stwierdził. Przekonywał, że „Rosja nie utraciła swoich przekonań religijnych ani wiary”, „jednocześnie rozwija naukę, sztukę, sport”, a w jej sukcesy oczywiście ogromny wkład ma prezydent.

Jedynie ok. 10 proc. prawosławnych Rosjan w miarę regularnie chodzi na nabożeństwa. Dlaczego zatem dla Putina tak ważny okazuje się Rosyjski Kościół Prawosławny i jego patriarcha?

Wojna zazwyczaj analizowana bywa przez pryzmat geopolityki, strategii militarnej i ekonomii, jednak w Rosji jedną z ważniejszych podstaw kremlowskiej agresji jest jej komponent ideologiczno-religijny. Rosyjski Kościół Prawosławny z patriarchą Cyrylem na czele stał się nie tylko lojalnym poplecznikiem reżimu Putina, ale wręcz współtwórcą i głównym propagatorem ideologicznej doktryny uzasadniającej masową przemoc, niszczenie suwerennego państwa i eksterminację tożsamości narodowej Ukraińców.

Odkąd w 2014 roku Rosja zaatakowała Ukrainę, a zwłaszcza od pełnoskalowej agresji w lutym 2022 roku, Rosyjski Kościół Prawosławny nie tylko nie zdystansował się od wojny, ale stanowi jedno z głównych narzędzi jej legitymizowania.

Wybuchowa mieszanka

Kluczowym pojęciem wykorzystywanym przez Rosyjski Kościół Prawosławny jest idea „ruskiego miru”. Tego pojęcia nie powinno się tłumaczyć po prostu jako „rosyjski świat” – „ruski” nie odnosi się do współczesnej Federacji Rosyjskiej, tylko do historycznej Rusi Kijowskiej.

Według tej koncepcji Rosjanie, Ukraińcy i Białorusini tworzą jedną duchową i cywilizacyjną wspólnotę wywodzącą się z chrztu Rusi. Moskwa przedstawiana jest jako centrum tej wspólnoty – zarówno polityczne, jak i religijne.

Dlatego metafizyczne uzasadnienie wojny wiąże się z konfliktem o niezależność ukraińskiego prawosławia. Dla Moskwy utrata wpływów nad ukraińską Cerkwią była ciosem nie tylko politycznym (oraz ilościowym, jakościowym i majątkowym), ale też symbolicznym. Po uznaniu autokefalii Kościoła Prawosławnego Ukrainy przez tomos (dekret o niezależności) patriarchy ekumenicznego Bartłomieja w 2019 roku Rosyjski Kościół Prawosławny przedstawiał to jako zamach na jedność prawosławia i efekt „zachodnich wpływów”.

Wojna przeciw Ukrainie ma również wymiar walki o zachowanie dominacji Moskwy nad światem prawosławnym

Dawid Gospodarek

W rosyjskiej narracji Ukraina to „kanoniczne terytorium” Moskwy, więc niezależność ukraińskiego prawosławia traktowana jest niemal jak religijna herezja. Wojna przeciw Ukrainie ma również wymiar walki o zachowanie dominacji Moskwy nad światem prawosławnym.

Ideologia ruskiego miru łączy nacjonalizm, imperializm i religię. W narracji rosyjskiego prawosławia Ukraina nie jest odrębnym narodem o własnej podmiotowości, tylko częścią historycznej Rusi, która została sztucznie oderwana przez Zachód. Zatem jej dążenie do samostanowienia, integracji z Europą czy niezależności prawosławnego Kościoła jest interpretowane jako „zdrada wspólnego dziedzictwa” i uleganie wpływom „wrogiego Zachodu”. Wojna przeciw Ukrainie przedstawiana zostaje nie jako agresja, ale jako „odzyskiwanie jedności”, ratowanie zagrożonych braci.

Pojęcie „ruskiego miru” ma charakter quasi-teologiczny – nie chodzi jedynie o wspólnotę kulturową czy językową, a o swoistą „mistyczną przestrzeń zbawienia” i duchowej jedności. W takim ujęciu sprzeciw wobec dominacji Moskwy staje się buntem przeciw chcianemu przez Boga świętemu porządkowi.

Wymieszały się tu resentyment po stracie statusu mocarstwa, autorytaryzm, antyzachodni konserwatyzm i mesjanistyczne przekonanie o wyjątkowej misji dziejowej Rosji jako jedynego obrońcy prawdziwych wartości chrześcijańskich.

Parady równości dowodem satanizmu

6 marca 2022 roku, tuż po pełnoskalowej napaści Rosji na Ukrainę, Cyryl w kazaniu wygłoszonym w Niedzielę Przebaczenia Win stwierdził, że ten konflikt nie ma charakteru politycznego, tylko „metafizyczny”. Wskazał, że wojna toczy się o to, po której stronie ludzkości stanie Bóg. Głównym kryterium tej przynależności miało być… organizowanie parad równości na Zachodzie. Cyryl argumentował, że Zachód narzuca Ukrainie grzech, a Rosja swoją interwencją zbrojną broni „Bożej prawdy” i naturalnego porządku moralnego.

Jednym z najdobitniejszych przejawów sakralizacji wojny było ogłoszenie w marcu 2024 roku dokumentu Światowego Rosyjskiego Soboru Ludowego, organizacji kierowanej przez Cyryla. Wprost określono w nim rosyjską agresję na Ukrainę jako „świętą wojnę”: „Z duchowo-moralnego punktu widzenia specjalna operacja wojskowa jest świętą wojną”. Dalej stwierdzono, że Rosja „broni jednej duchowej przestrzeni Świętej Rusi” i pełni rolę „powstrzymującego” nadejście Antychrysta.

Natalia Bryżko-Zapór Ja tu zostaję. Fenomen Wołodymyra Zełenskiego

Wcześniej propaganda Kremla uzasadniała agresję głównie kategoriami geopolitycznymi – zagrożeniem ze strony NATO, względami bezpieczeństwa czy „denazyfikacją”, nagle w oficjalnych dokumentach kościelnych konflikt między dwoma państwami zyskał wymiar starcia dobra ze złem.

Już w pierwszych tygodniach wojny moskiewski patriarcha mówił o konieczności walki z zewnętrznymi i wewnętrznymi wrogami Rosji, jednocześnie przeciwstawiając Rosję liberalnemu światu, który promuje dekadencję moralną.

Tego typu narracja ma znaczenie propagandowe – wojna staje się moralnym obowiązkiem, a przeciwnik nie jest już po prostu wrogiem militarnym, tylko nosicielem zła i nihilizmu. W narracji Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego Zachód jest określany jako cywilizacja, która odrzuciła chrześcijaństwo i uległa szatanowi.

Do tego dochodzi nauczanie Cyryla o rosyjskich żołnierzach ginących na froncie – patriarcha wprost mówił, że ofiara poniesiona podczas walki zmywa wszystkie grzechy. To retoryka przypominająca logikę wojny religijnej, gdzie śmierć na froncie zostaje przedstawiona jako duchowe oczyszczenie i akt zbawczy. Takie przekonanie bardziej kojarzy się z islamskimi fundamentalistami i nie ma dla nich uzasadnienia w Ewangelii, wprost mówił o tym chociażby metropolita Światosław Szewczuk, zwierzchnik Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego, wskazując na analogię do ideologii Państwa Islamskiego. Sakralizacja śmierci prowadzi do moralnego odczłowieczenia przeciwnika i usprawiedliwienia przemocy – wojna staje się nie tylko dopuszczalna, ale wręcz konieczna.

W ideologii „świętej wojny” szczególną rolę odgrywa pojęcie katechonu – tajemniczej „siły powstrzymującej” nadejście Antychrysta, znanej z Drugiego Listu do Tesaloniczan (por. 2 Tes 2,6-7). W rosyjskiej interpretacji to właśnie Rosja ma pełnić rolę katechonu – narzędzia Bożej Opatrzności, chroniącego świat przed ostatecznym triumfem zła. A więc każdy, kto sprzeciwia się Rosji, z automatu staje się sługą Antychrysta.

Liturgia imperium

Ale Rosyjski Kościół Prawosławny wspiera wojnę nie tylko na poziomie deklaracji ideowych. W Rosji prawosławni duchowni błogosławią żołnierzy, sprzęt wojskowy i symbole związane z agresją, błogosławione i rozpowszechniane są różne dewocjonalia dla armii, żołnierzom towarzyszą prawosławni kapelani.

Od początku inwazji w cerkwiach obowiązkowo odmawiana jest modlitwa „za Świętą Ruś”, przedstawiająca wojnę jako walkę o przetrwanie duchowej wspólnoty rosyjskiej. Tym samym liturgia i religijna symbolika zostają podporządkowane logice wojennej mobilizacji.

Religia stała się integralnym elementem rosyjskiej machiny wojennej. Nie chodzi wyłącznie o propagandowe poparcie dla Kremla, ale o stworzenie całego systemu ideologicznego, w którym wojna jawi się jako moralny obowiązek i duchowa misja.

Narracje o „Świętej Rusi”, katechonie, „satanistycznym Zachodzie” i „świętej wojnie” służą sakralizacji kremlowskiej polityki imperialnej, a dzięki temu agresja może być przedstawiana nie jako zbrodnia czy naruszenie prawa międzynarodowego, ale jako akt obrony cywilizacji i wypełnianie dziejowego powołania. Tymi motywami łatwiej też wpływać na przekonania konserwatystów z Zachodu.

Rosja atakuje więc zachodni świat nie tylko polityczną propagandą Kremla i dezinformacją, ale też religijną legitymizacją przemocy. Wojna staje się liturgią imperium. Przywołany obrazek imieninowego spotkania Putina z Cyrylem to wizualizacja rosyjskiego sojuszu tronu i ołtarza, w którym moskiewski patriarcha pełni określoną funkcję – urzędnika ds. sakralizacji zła.

Przeczytaj też: Cyryl to wojownik Barabasza? Z krzyżem na piersi porzucił prawdziwy krzyż