Co Kościół katolicki naprawdę naucza na temat Żydów i judaizmu

Rozmowa z o. Markiem Nowakiem, dominikaninem, członkiem Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów

o. Marek Nowak

Opublikowano w: "Niedziela Warszawska" [dodatek do tygodn. "Niedziela] 23 I 2000. — z o. Markiem Nowakiem rozmawiała Lidia Molak

Czy Żydzi przestali być narodem wybranym?

Nie, nie przestali. Święty Paweł w Liście do Rzymian pisze: "Dary Boże i wezwanie są nieodwołalne". Ze zdań najbardziej rzucających sie w pamięć można zacytować słowa z watykańskiego dokumentu (jakiego? Żydzi i judaizm w głoszeniu Słowa Bożego i katechezie Kościoła Katolickiego) (może coś urwać z tego długiego tytułu i wielokropek? - M.N.) z 1985 r.: "Jezus jest Żydem, jest nim na zawsze".

Takie sformułowania wydają się niektórym drażliwe. Dlaczego?

Pytaniem jest dla mnie również, dlaczego o tym, co uczy Kościół, lepiej nie mówić głośno. Rozumiem, że jeśli ktoś praktykuje antykoncepcję, to nie lubi, jak mu się przypomina, co mówi Kościół na temat antykoncepcji. Rozumiem też, że są może "praktykujący antysemici" i że się burzą na to, co Kościół katolicki naprawdę naucza na temat Żydów i judaizmu.

A co naucza?

Punktem wyjścia nauczania Kościoła jest zawsze Biblia. Historia zbawienia polegała na tym, że Bóg wybrał Abrahama i jego potomstwo, aby przez nich dać światu zbawienie w Jezusie Chrystusie. Jednym z mocniej inspirujących źródeł w Piśmie św. do nauczania na temat naszego stosunku do Żydów - kim oni są dla nas jako chrześcijan - są rozdziały od 9. do 11. Listu do Rzymian. Jest tam pokazane, że to my, jako dziczki, zostaliśmy wszczepieni w szlachetny pień oliwki - naród wybrany. To jest to jeden z głównych wymiarów relacji między nami a nimi.

Powszechnie jednak relacja ta nie wydaje się chyba tak oczywista?

Różnego rodzaju zadrażnienia zdarzały się, dawniej może nawet większe niż dzisiaj, ponieważ w katechezie i kaznodziejstwie funkcjonowały grube zafałszowania. Przez całe wieki zmorą było oskarżanie Żydów o dokonywanie mordu rytualnego.

Tymczasem już od XIII w. Stolica Apostolska zabraniała głoszenia tego typu plotek, ale one trzymały się bardzo mocno. Istniały publikacje i dzieła sztuki sakralnej propagujące ową plotkę, rozwinął się nawet kult Szymona z Trydentu, który miał być rzekomą ofiarą mordu rytualnego.

Podobnie pokutowało oskarżanie Żydów o śmierć Chrystusa. Natomiast w katechizmie Soboru Trydenckiego (XVI w.) było wyraźnie napisane, że winę za śmierć Chrystusa ponoszą grzesznicy - wśród grzeszników zaś, niestety, kategorią najbardziej uświadomionych i znających cenę własnych grzechów są chrześcijanie. Historycznie rzecz biorąc, grupa przywódców żydowskich postulowała wydanie wyroku śmierci na Jezusa Chrystusa, a wyrok ten został wydany i wykonany przez okupacyjną władzę rzymską.

Tymczasem w powszechnej mentalności całość winy zrzucano wyłącznie na Żydów, i to nie tylko na ówcześnie żyjącą, wąską grupę, ale na wszystkich Żydów, którzy żyli i którzy będą żyć aż do końca świata. Co więcej, rozpowszechnił się płynący stądpogląd, że każdy Żyd pozostaje w stanie formalnego grzechu bogobójstwa, w związku z czym jest pod wpływem szatana. Można powiedzieć, że rodził się spontaniczny odruch: "Trzeba świat egzorcyzmować". Egzorcyzmować od - tu użyję sformułowania zapożyczonego od Jeana Delumeau - "ambasadorów szatana".

Czy można wskazać na jakiś przełom w stosunkach między katolikami a Żydami?

Powszechnie uważa się za przełom Sobór Watykański II, a dokładnie deklarację Nostra aetate. Już wcześniej jednak została ogłoszona encyklika Pawła VI Ecclesiam suam, która zawiera wezwanie do dialogu, nie precyzując, z jaką konkretną grupą. Mówi ona m.in. o tym, dlaczego Kościół ma się zaangażować w dialog z ludźmi inaczej myślącymi. Podaje bardzo ważną motywację: że sama istota religii jest dialogiem. Objawienie, modlitwa - to jest ruch od Boga do człowieka i od człowieka do Boga. Wierzący są wezwani, by jako pierwsi wychodzili do dialogu, tak jak Bóg, który pierwszy wyszedł do ludzi. Tak więc postawa dialogu wobec świata jest naśladowaniem Boga.

Nie można jednak powiedzieć, że dialogu przed Soborem nie było. Chrześcijanie i Żydzi przez wieki żyli razem, spotykali się, przyjaźnili, rozmawiali ze sobą. Różni chrześcijańscy egzegeci miewali zaprzyjaźnionych uczonych żydowskich, np. św. Hieronim, tłumacz Biblii na język łaciński, znał Żydów, u których się konsultował. Dialog zatem istniał na co dzień, choć może wszedł na zupełnie inny poziom od Soboru.

Ojciec Święty w liście apostolskim Tertio millenio adveniente wspomina o zaniedbaniach w przyjęciu nauki Soboru. Czy dotyczy to również dialogu z Żydami?

Dotyczy to dialogu, ale nie tylko z Żydami. Ojciec Święty wzywa do rewizji dotychczasowych postaw i uczynków. Wchodzimy w Rok Jubileuszowy, a ten był zawsze związany z wyrównywaniem niesprawiedliwości. Zmusza więc nas do przemyśleń, co i komu jesteśmy dłużni. Zaniedbując prawdę i czynienie dobra, również zaangażowanie w dialog, jesteśmy coś winni Bogu, ludziom, w tym i Żydom. Ale jesteśmy też coś dłużni innym członkom Kościoła: poprawne świadectwo wiary. Zawiniliśmy także przeciwko samym sobie, ponieważ każdy kto zamyka się na dialog, krzywdzi samego siebie.

Czym należałoby się kierować, podejmując dialog?

Paweł VI we wspomnianej wyżej encyklice podaje cztery przymioty dialogu: jasność, łagodność, ufność i roztropność. Jasność - czyli mówienie w sposób zrozumiały. Ufność zakłada, że ten, kto przystępuje do dialogu, musi jakieś zaufanie mieć do strony przeciwnej. Roztropność każe uwzględnić okoliczności, do kogo się mówi i w jaki sposób. Najwięcej jest mowy o łagodności: "Nie przystoi, aby dialog był nadęty pychą, zawierał ostre słowa, urażał dotkliwie innych. Dialog czerpie swoje znaczenie z tego, że głosi prawdę, rozsiewa dary miłości, oddziaływa przykładem cnót, nie posługuje się twierdzeniami autorytatywnymi, niczego nie narzuca. Nadto niesie on pokój, odrzuca fanatyzm, toleruje sprzeciwy, skłania do szerokości poglądów". Przy tych wszystkich przymiotach, zwłaszcza przy tak szeroko omówionej łagodności, dialog nie może być wyrzekaniem sie własnej tożsamości.

Na jakich płaszczyznach toczy się dialog katolicko-żydowski?

Nawiążę do watykańskiego dokumentu Postawa Kościoła wobec wyznawców innych religii z 1984 r., który mówi o tym, jak taki dialog ma się odbywać. Mianowicie: "Dialog jest przede wszystkim stylem działania, postawą i duchem, który przyświeca postępowaniu". Zatem dialog to ma być coś, co przenika całe życie. To jest podstawowy poziom: dialog codziennego życia. Następny stopień to "dialog w zakresie dzieł i współpracy podejmowanych na płaszczyźnie humanitarnej, społecznej, ekonomicznej i politycznej". "Na szczególną uwagę zasługuje dialog ekspertów", zwłaszcza teologów. Ale to jeszcze nie wszystko. "Gdy chodzi o głębszą jeszcze warstwę dialogu, ludzie zakorzenieni we własnych tradycjach religijnych mogą dzielić się ze sobą doświadczeniami modlitwy, kontemplacji wiary i uczestnictwa, a także w zakresie wyrażania się poszukiwań Absolutu i prowadzących ku niemu dróg". To jest bardzo ciekawe pole dialogu. Dodam jeszcze fragment watykańskiego dokumentu Wskazówki i sugestie w sprawie wprowadzania w życie deklaracji soborowej Nostra Aetate nr 4 z 1974 r.: "Gdziekolwiek będzie to możliwe i zgodne z obustronnym życzeniem, należy umożliwiać wspólne spotkania przed Bogiem w modlitwie i cichej medytacji, tak skutecznej, gdy narodzić ma się owa pokora, owo otwarcie umysłu i serca konieczne dla głębokiego poznania siebie i innych". Zatem również wspólna modlitwa jest zalecana przez Kościół.

Jak sie mają te zalecenia do praktyki?

Dialog katolicko-żydowski odbywa sie na wszystkich wymienionych poziomach. Oczywiście, skuteczność wszelkich działań policzonych na zewnętrzny, spektakularny efekt, jeżeli nie będą one przeniknięte postawą dialogu, o której mówiłem przed chwilą, będzie bańką mydlaną. W praktyce życia między katolikami i Żydami odbywają się różne braterskie spotkania, także takie na co dzień. Trochę Żydów w Polsce jest, niektórzy twierdzą, że 5 tys., inni że 20 tys. Możliwy jest więc dialog również przez ścianę czy na korytarzu. Poza tym odbywają sie różnego rodzaju dialogi dzieł, jakieś wspólne prace, choć może w Polsce trochę o to trudniej. W naszym kraju staramy się także prowadzić dialog ekspertów, w którym szczególną rolę odgrywają prace w Komitecie ds. Dialogu z Judaizmem przy Episkopacie Polski. I może niedowartościowany, niedostatecznie pokazany przez środki masowego przekazu, ale w Polsce naprawdę odbywający się dialog modlitwy. Na przykład co roku jesienią w warszawskim kościele Dzieciątka Jezus odbywa się wspólna modlitwa z okazji Święta Radości Tory; jest również modlitwa przy pomnikach getta z okazji rocznic powstania w getcie warszawskim. Tego typu inicjatywy mają u nas miejsce; można nawet powiedzieć, że spotkanie z okazji Święta Radości Tory jest unikatowe w skali światowej. Poza tym co roku odchodzi się Dzień Judaizmu, będący wstępem do Tygodnia Modlitw o Jedność Chrześcijan - w tym roku centralne obchody, połączone z nabożeństwem Słowa Bożego, odbędą sie 17 stycznia w Krakowie. To jest naprawdę wspaniała inicjatywa, którą udało sie wprowadzić na szeroką skalę, i już nawet do Kościoła w Polsce zwracają się Kościoły w innych krajach o wskazówki i podzielenie się doświadczeniami.

Czy można zatem mówić o jakimś szczególnym polskim antysemityzmie?

Z pracy pod redakcją prof. Ireneusza Krzemińskiego, która jest poświęcona analizie problemu antysemityzmu w Polsce wynika, że procentowo, jeśli chodzi o różne postawy niechęci i stereotypy względem Żydów, prawie niczym nie różnimy sie od krajów Europy Zachodniej. Mnie, jako katolickiego księdza i zakonnika, który czuje się duszą i sercem Polakiem, martwi to, że się nie różnimy. Boli minie, że mimo nauczania Kościoła katolickiego, mimo nauczania Papieża-Polaka, który jest tak życzliwy wobec Żydów, w kraju, w którym ponad 90% deklaruje przynależność do Kościoła katolickiego - nie jest u nas w sposób znaczący lepiej niż gdzie indziej.

Czy jest jakaś rada na przełamanie niechęci i stereotypów?

Przede wszystkim zachęcam do poznawania nauczania Kościoła na temat Żydów i judaizmu. Poza tym - do poznania siebie nawzajem. Przypuszczam, że może nieobecność Żydów psuje nam sprawę; w Polsce istnieje bowiem wyjątkowy na skalę światową typ antysemityzmu: mianowicie antysemityzm de facto bez Żydów. Ludzie, którzy mówią, że Żydzi robią to czy tamto, w absolutnej większości nie mieli okazji spotkania realnego Żyda. Dla mnie jednym z najciekawszych doświadczeń życiowych po wielu spotkaniach z Żydami, którzy przez całe życie nie mieszkali w Polsce, było spostrzeżenie, że mają oni mentalność bardzo podobną do naszej. Np. podczas minionych wakacji uczestniczyłem w kursie w Instytucie Yad Vashem w Jerozolimie, w którym brali udział głównie mieszkańcy Stanów Zjednoczonych, w większości katolicy. Spotkałem też obywatelkę Izraela; jej rodzice pochodzili spod Częstochowy, była urodzona w Austrii, całe życie spędziła w Izraelu. Cośmy sobie porozmawiali, to wychodziło, że mamy podobne nawyki kulturowe, zwłaszcza kulinarne. Lubiliśmy pogadać o tym, jak się robi gołąbki czy pierogi. Okazuje się, że Żydzi także uważają barszcz za swoją narodową zupę.

Takich punktów stycznych jest więcej; chociażby yidishe mame, czyli "żydowska mama" - nadopiekuńcza, rozpieszczajaca dzieci matka, nieobca również naszej kulturze. Muszę powiedzieć, że będąc w Izraelu znacznie lepiej czułem się z Izraelczykami, niż z Amerykanami zza oceanu - odczuwałem z nimi jakiś wspólny klimat.

Bez poznania nie ma możliwości przełamania stereotypów. Opowiadał mi pewien Żyd z Anglii, jak kiedyś na ulicy złapały go angielskie dzieci i zaczęły mu obmacywać głowę. Spytał: "O co wam chodzi?". Mówią: "Szukamy rogów. Słyszeliśmy, ze wszyscy Żydzi mają rogi". Więc może potrzeba nam kiedyś spotkać się z Żydem, dotknąć jego głowy i zobaczyć: "O, nie ma rogów!". W Polsce, jak mówiłem, jest to trochę trudne, ale możliwe.

Z o. Markiem Nowakiem rozmawiała Lidia Molak