Ku pamięci przyszłych pokoleń i dla całego świata

Pierwsza strona „Dziennika" Arahama Lewina .Archiwum Ringelbluma

Pierwsza strona „Dziennika" Abrahama Lewina. Archiwum Ringelbluma

Anna Majchrowska, Żydowski Instytut Historyczny, Blog,

Trudno ogarnąć myślą i spisać na papierze to, co się dzieje z narodem żydowskim – ta konstatacja przewija się przez cały „Dziennik” Lewina i właściwie spaja go w całość. Lewin pisze codzienną kronikę getta – dokumentuje pogarszające się warunki życia, głód, choroby, narastający terror, w końcu wielką akcję likwidacyjną oraz losy pozostawionych przy życiu, którzy „wloką żywot przesiąknięty goryczą” i nad którymi „łopoczą skrzydła śmierci”. Nie zaprzestaje pracy również po wywózce jego żony Luby do Treblinki. Jego świadectwo sięga tego, co przez cały czas deklaruje jako niemożliwe – opisuje wydarzenia niedające ująć się w słowa. Ostatni wpis w „Dzienniku” nosi datę 16 stycznia 1943 r.

Abraham Lewin urodził się w 1893 r. w Warszawie. Otrzymał tradycyjne wykształcenie – uczył się w chederze i jesziwie. Środowisko religijnych Żydów opuścił w młodym wieku – śmierć ojca sprawiła, że musiał podjąć się utrzymania matki i trzech sióstr.

W 1916 r. zaczął pracować jako nauczyciel języka hebrajskiego i nauk judaistycznych w prywatnym gimnazjum żeńskim Jehudyjah w Warszawie przy ul. Długiej 55 w Warszawie. Tam poznał swoją przyszłą żonę Lubę Hotner, nauczycielkę hebrajskiego, a także Emanuela Ringelbluma, twórcę Podziemnego Archiwum Getta Warszawy.

Jak pisze Kassow, uczniowie bardzo szanowali Lewina, który potrafił nawiązać wyjątkowe relacje ze swoimi wychowankami. Pamiątkowy tom wydany przez absolwentów szkoły jest pełen pochlebnych opinii o nim. Oto wspomnienie Niny Danzig-Weltser: Był nie tylko nauczycielem. Dla nas był bogatą osobowością i myślicielem. Jego wygląd potęgował to wrażenie. Wysoki i szczupły, z jasnymi włosami i bladą cerą, mówił łagodnym głosem i w sposób powściągliwy, choć Proroków interpretował w sposób entuzjastyczny, na granicy ekstazy. Lewin obdarzony był wielką wrażliwością na piękno natury. W czasie szkolnych wycieczek miał zwyczaj rozmawiać z dziewczętami o pięknie krajobrazu. Mówił nie jak nauczyciel, lecz jak przyjaciel mówi do równych sobie. [1]

Luba była córką słynnego rabina, Judy Lejba Hotnera, mieszkała przez krótki czas w kibucu w Palestynie, jednak z powodu problemów zdrowotnych musiała wrócić do domu. Wstąpiła do Haszomer Hacair. Z Abrahamem mieli jedno dziecko – córkę Orę urodzoną w 1928 r. Planowali emigrację do Palestyny, nie pozwoliło na to jednak kruche zdrowie Luby i narodziny Ory.

W okresie międzywojennym Lewin aktywnie działał w pionierskich organizacjach syjonistycznych związanych z syjonizmem liberalnym. Wierzył głęboko w znaczenie oporu kulturalnego i dobrze znał żydowską historię i język hebrajski. Różnił się od Ringelbluma w poglądach politycznych, lecz obu łączyła miłość do żydowskiej historii i obaj pracowali w warszawskim oddziale JIWO. Szczególnie wzruszały go cierpienia „zapomnianych Żydów”, czyli żydowskich biedaków. [2] Nie dziwi zatem, że swoją książkę „Kantoniści” wydaną w 1934 r. poświęcił tematowi rekrutcziny, czyli przymusowego poboru małych żydowskich chłopców do rosyjskiej armii w czasach Mikołaja I (1825–1855). Jak pisze Kassow, do jej napisania zainspirował go fragment wspomnień słynnego rosyjskiego rewolucjonisty Aleksandra Hercena, opisał on konwój młodych żydowskich chłopców, którzy prawdopodobnie nigdy więcej nie ujrzeli swojego domu rodzinnego. Obraz ten nie dawał Lewinowi spokoju. [3] Pisał: Powinniśmy zebrać wszystkie łzy żydowskich dzieci z tamtych czasów w jedną czarę i złożyć ją obok wszystkich innych czar przepełnionych naszą krwią i łzami z uprzednich prześladowań. Nasz lud nie powinien nigdy zapomnieć o swoich młodych męczennikach. [4]

Po wybuchu wojny pozostał w Warszawie, znalazł zatrudnienie w Żydowskiej Samopomocy Społecznej (stał na czele komisji młodzieżowej). Nauczał wraz z żoną na podziemnych kompletach Jehudyjah.

Nie wiadomo dokładnie, kiedy Lewin dołączył do Archiwum Getta Warszawy. Jak wynika z jego dziennika, wiosną 1942 r. uczestniczył już w sobotnich zebraniach ścisłego kręgu Oneg Szabat. Od samego początku należał do najbliższych i najbardziej zaufanych współpracowników Ringelbluma. [5]

Każdej soboty spotykamy się, grupa żydowskich działaczy społecznych, i omawiamy sprawy naszych dzienników i kronik. Chcemy, aby nasze cierpienie, te bóle porodowe Mesjasza, zostały opisane ku pamięci przyszłych pokoleń i dla całego świata. (…) Od tych opowiadań zawsze robi mi się ciężko na duszy, głowa zaczyna boleć, jak gdyby naciskała na nią ciężka ołowiana masa. [6]

Zasłużył się szczególnie jako kopista archiwizowanych dokumentów. Opatrywał je pseudonimem „Nowolipie” – od nazwy ulicy, przy której mieszkał w getcie. Przekazywał też do Archiwum wywiady z docierającymi do getta uchodźcami, niektóre z nich znalazły się w biuletynie Oneg Szabat.

Najważniejszym dokumentem, jaki po sobie zostawił, jest jednak Dziennik – wyjątkowe świadectwo życia w czasie pierwszej akcji likwidacyjnej i wstrząsający zapis osobistej tragedii: wywózki ukochanej żony do obozu zagłady w Treblince.

Ringelblum niezwykle cenił pracę Lewina ze względu na czystość i zwartość stylu, dokładność i wierność przekazywania faktów i uważał, że Dziennik należy zakwalifikować jako cenny dokument literacki, który trzeba po wojnie jak najrychlej opublikować. [7] Pisał takżę: Kolega Lewin prowadzi swój dziennik od półtora roku i wkłada weń całą swą literacką inwencję twórczą. Każde zdanie jest jakby skrojone na miarę. Kolega Lewin zamieszcza w nim wszystko, co mu się udaje usłyszeć nie tylko o Warszawie, lecz również o straszliwych cierpieniach Żydów na prowincji. Nawet w okresie wysiedlenia, kiedy spotkało go wielkie nieszczęście – zabrano mu żonę, Lubę – prowadził dzień w dzień swój dziennik w niewiarygodnych niemożliwych do pracy i tworzenia warunkach. [8]

Dziennik urywa się 16 stycznia 1943 r., dzień przed rozpoczęciem styczniowej akcji likwidacyjnej. Został ukryty wraz z drugą częścią materiałów Archiwum Ringelbluma.

Dziennik

Dziennik obejmuje okres 10 miesięcy: od 26 marca 1942 r. do 16 stycznia 1943 r. Dzieli się na dwie części – pierwsza (od 26 marca do 10 lipca) została napisana w jidysz i jest opisem życia warszawskiego getta z okresu poprzedzającego wielką akcję likwidacyjną, a także sprawozdaniem z docierających do getta wiadomości na temat losu Żydów w innych miastach. Druga część (od 22 lipca do 16 stycznia 1943 r.) – napisana w języku hebrajskim – poświęcona jest akcji deportacyjnej z lata 1942 r. i życiu w getcie szczątkowym. [9] Autor uczestniczy również w wywiadach przeprowadzanych z uciekinierami z Treblinki – Dawidem Nowodworskim, Jakubem Krzepickim i Jakubem Rabinowiczem. Punktem kulminacyjnym dziennika jest wiadomość o zabraniu Luby Lewin na Umschlagplatz w dniu 12 sierpnia 1942 r.

Zgasło moje słońce, w mym świecie zapanował mrok. Podczas blokady przy Gęsiej 30 zabrali moją Lubę. (…) Brak mi słów dla wyrażenia mej tragedii. Powinienem pójść za nią, tzn. umrzeć. Nie mam jednak dość sił, aby zrobić ten krok. Ora… i jej tragedia. Dziecko, któremu tak bardzo potrzeba matki. Jak bardzo ją ona kochała! [10]

Jego ból po utracie najbliższych narasta z każdym dniem. Pod koniec października notuje: Straciłem dobrą siostrę, którą kochałem, straciłem tyle drogich istot! Ich brak nie wywołuje we mnie jednak tyle bólu, co utrata towarzyszki życia, z którą szliśmy razem przez życie w ciągu przeszło 22 lat. Okoliczności, w jakich opuściła ona naszą wyspę łez, jeszcze bardziej wzmagają ból, po prostu można oszaleć. [11]

Dziennik jest przepełniony poczuciem zagrożenia, pełnego napięcia oczekiwania na nadchodzącą śmierć. Lewin ma świadomość, że opisuje koniec społeczności żydowskiej. Pisze wprost o strachu, nazywa go, wskazuje, często odwołując się do metafory nacisku na serce i umysł, ciężaru, dławienia, pętli zaciskającej się na szyi. Na myśl o sytuacji, w jakiej znaleźli się Żydzi, w tym on sam, dostaje bólu głowy i jest bliski obłędu. [12]

Kiedy słyszę tego rodzaju wiadomości, zaczyna mnie dławić w gardle i czuję ucisk strasznego brzemienia na sercu. Dusi i gniecie czarny strach. Coraz bliższa każdego z nas jest otchłań, morda apokaliptycznej bestii, na której czole wypisane są słowa: śmierć, zniszczenie, zagłada i bóle agonii. [13]

Najgorsza jednak nie jest dla niego śmierć sama, ale niepewność, oczekiwanie i strach przed na nią. Brak mu już sił na reagowanie na nieprzerwane pasmo nieszczęść. [14] Znikąd ulgi, choćby chwilowej, znikąd pocieszenia.

Wieczna niepewność, ciągły strach są najokropniejszymi uczuciami spośród wszystkich naszych ciężkich i tragicznych przeżyć. Jeżeli doczekamy do końca obecnej straszliwej wojny, gdy jako wolni ludzie i obywatele będziemy retrospektywnie rozważali minione lata wojny, to bez wątpienia stwierdzimy, że najstraszniejsze, najsmutniejsze i najbardziej wyniszczające nasz system nerwowy i zdrowie było bezustanne życie w atmosferze strachu i lęku przed nagim życiem, nieprzerwane lawirowanie między życiem a śmiercią, stan, w którym w każdej chwili sercu naszemu groziło, że dosłownie pęknie z lęku i strachu. [15]

Lewin stara się oswoić lęk przez poszukiwanie kontinuum z historią prześladowań Żydów [16], przyzwyczaić do myśli, że śmierć jest nieuchronna. [17] Wielokrotnie wyraża podziw i szacunek wobec osób, które dobrowolnie idą na śmierć ze swoimi bliskimi. Ma wyrzuty sumienia, że nie poszedł ze swoją żoną. Rozpacza też nad stępieniem wrażliwości, rosnącą obojętnością. Opisuje los dzieci, które posłusznie oczekują na śmierć czy starszych ludzi, którzy nie mają się gdzie podziać i sami udają się na Umschlag. [18]

Sprawa mojej matki napawa mnie również głębokim smutkiem. Co z nią zrobić? Zgodziłem się, że lepiej ją uśpić na zawsze niż wydać w łapy morderców. Ale Jakub Tombak nie zgadza się tego zrobić. Nawet sam szatan nie mógłby wymyślić tego rodzaju sytuacji. [19]

To, co zwraca szczególną uwagę w pisarstwie Lewina, to niezwykła dbałość o szczegóły mająca na celu ocalenie imion jak największej liczby niewinnych ofiar. Lewin dowiaduje się o konkretne nazwiska, dopisuje po kilku dniach nazwisko zamordowanej osoby bądź zostawia wolne miejsca, aby potem dopisać szczegóły – imię, wiek, sytuację rodzinną. Ma poczucie odpowiedzialności za każdą osobę. [20]

Wciąż narzeka na brak słów, którymi można oddać to, co się dzieje, przy pomocy których można by dokonać oceny, kwalifikacji. Przywołuje wielokrotnie nazwisko Dostojewskiego, Bialika, zastanawiając się, czy byliby w stanie oddać ogrom tragedii dotykającej naród żydowski. W ludzkim języku, który okazał się ubogim wobec okrucieństwa Niemców, nie ma słów mogących opisać Zagładę. Porywanie się na metafory, porównania, nic nie da, bo jest to niewyobrażalne, bez precedensu. Jedyne, co można zrobić, to przedstawiać nagie fakty, bez koloryzowania. [21]

Język, jakiego używa Lewin, jest plastyczny, opisowy, oddaje nastrój ulic getta, opuszczonych mieszkań, ukrywających się, przerażonych ludzi. Getto sprawia nader wstrząsające wrażenie swą ogromną liczbą wychudzonych i wybladłych twarzy. Niektórzy wyglądają, jakby już leżeli kilka tygodni w grobie. Są oni tak odrażający, że budzą w nas instynktowne drżenie. [22]

Dziennik jest obrazem codziennej walki człowieka o byt, o przetrwanie, walki z okrutną rzeczywistością i własnym strachem. Dzięki Lewinowi dostaliśmy bezcenny zapis niewyobrażalnego i nieopisywalnego cierpienia.

Przypisy: [1] Samuel B. Kassow, Kto napisze naszą historię?, Wyd. ŻIH, Warszawa 2017, s. 302.

[2] Ibidem, s. 303.

[3] Ibidem.

[4] Ibidem.

[5] Ibidem, s. 309.

[6] Abraham Lewin, Dziennik, Wyd. ŻIH, Warszawa 2016, s. 105.

[7] Archiwum Ringelbluma, Pisma Emanuela Ringelbluma z getta, tom 29, opr. Joanna Nalewajko-Kulikov, Wyd. ŻIH, Warszawa 2018, s. 513.

[8] Ibidem.

[9] Za: Katarzyna Person, „Przelewają naszą krew bez ustanku, niby wodę”. Dziennik Abrahama Lewina z getta warszawskiego, Wyd. ŻIH, Warszawa 2016.

[10] Abraham Lewin, Dziennik, op. cit., s. 191.

[11] Ibidem, s. 237.

[12] Ibidem, s. 59.

[13] Ibidem, s. 47.

[14] Ibidem, s. 120.

[15] Ibidem, s. 47.

[16] Katarzyna Person, „Przelewają naszą krew bez ustanku, niby wodę”. Dziennik Abrahama Lewina z getta warszawskiego, op. cit., s. 16.

[17] Abraham Lewin, Dziennik, op. cit., s. 219.

[18] Ibidem, s. 201.

[19] Ibidem, s. 205.

[20] Paweł Śpiewak, Przelewają naszą krew bez ustanku, niby wodę, relacja ze spotkania poświęconego Lewinowi w ŻIH, https://www.jhi.pl/blog/2018–01–24-relacja-ze-spotkania-poswieconego-abrahamowi-lewinowi-jednemu-z-c....

[21] Abraham Lewin, Dziennik, op. cit., s. 119.

[22] Ibidem, s. 61.

Bibliografia:

  1. Artykuł został oparty na: Katarzyna Person, „Przelewają naszą krew bez ustanku, niby wodę”. Dziennik Abrahama Lewina z getta warszawskiego, Wyd. ŻIH, Warszawa 2016.

  2. Abraham Lewin, Dziennik, Wyd. ŻIH, Warszawa 2016.

  3. Archiwum Ringelbluma, Pisma Emanuela Ringelbluma z getta, tom 29, opr. Joanna Nalewajko-Kulikov, Wyd. ŻIH, Warszawa 2018.

  4. Samuel B. Kassow, Kto napisze naszą historię?, Wyd. ŻIH, Warszawa 2017.

  5. Marta Młodkowska, Gettowe trajektorie. O zapisie osobistego doświadczenia w dziennikach z getta warszawskiego (Abraham Lewin, Rachela Auerbach, Janusz Korczak), http://rcin.org.pl/Content/57580/WA248_71427_P-I–2524_mlodkowska-gettowe_o.pdf