Księga Rodzaju jest trochę jak serial o dysfunkcyjnej rodzinie

Komentarze do Tory Małgorzaty Kordowicz

Rabinka Małgorzata Kordowicz

Źródło: Tygodnik Powszechny

Małgorzata Kordowicz
Jest rabinką. Absolwentka Wydziału Hebraistyki UW, uczyła hebrajskiego m. in. na UW, w WLH im. J. Kuronia i na UMCS-ie w Lublinie, a obecnie w warszawskim Liceum im. Zuzanny Ginczanki....

Księga Rodzaju zawiera tylko trzy przykazania: zaludnianie ziemi, obrzezanie (zniesione przez św. Pawła dla nieżydowskich wyznawców) i powstrzymanie się od spożywania nerwu kulszowego. Po cóż nam więc te wszystkie opowieści o protoplastach? – mógłby zapytać rozmiłowany w Bożym Prawie młodzieniec. Służą nauce moralności – mógłby odpowiedzieć jego nauczyciel. Istotnie, z bezpośrednich interakcji Najwyższego z ludźmi uczymy się właściwego postępowania. Mamy być jak On miłosierni i łaskawi – to żydowska wersja ­imitatio Dei, zwana za Pwt 28, 9 „będziesz chodził Jego drogami”.

A postępowanie samych Patriarchów? Oto, co robi Abram wkrótce po swoim powołaniu: zmuszony głodem zstępuje do Egiptu. „Teraz wiem, że jesteś piękną kobietą” – mówi do żony. Dopiero teraz to dostrzega? Wiedział zawsze – mówi komentator – ale teraz egzotyczna uroda połowicy jest dla niego problematyczna. Wprawdzie Bóg obiecał Abramowi liczne potomstwo, ale czy musi spłodzić je z Saraj?

Abram prosi żonę o współudział w oszustwie. Są partnerami – razem „robili dusze” w Charanie, czyli mieli udział w rozwoju duchowym ludzi, których wprowadzili pod skrzydła Bożej Obecności. Saraj ma powiedzieć, że jest siostrą Abrama – końcówka rozdziału 11 może co najwyżej sugerować, że jest jego bratanicą. Tak, bratanek Lot jest nazwany „bratem”, a „siostra” może znaczyć „bliska krewna”, ale nie czas teraz na genealogiczne półprawdy. Abram chce nie tylko przeżyć, ale też by mu się „dobrze działo”. Jako brat, pod nieobecność ojca, dysponuje seksualnością siostry, mogąc sprzedać ją przyszłemu szwagrowi. Saraj – z miłości? – godzi się być wymieniona na dobra materialne.

Próba ratowania reputacji Abrama idzie i w tę stronę: Abram nie każe Saraj kłamać, słowo wystarczy, by się rozwieść. Pozostawiona na pastwę lokalnego władcy, Saraj modli się w jego haremie. I tu z kolei komentatorzy-mężczyźni gimnastykują się, by udowodnić, że Boża interwencja ocala cześć matriarchini. Ta historia ma swoje alternatywne wersje w rozdziałach 20 i 26. Różnią się szczegółami – zamiast Egiptu mamy Gerar, raz jest to Abraham, raz Icchak, panowie kłamią już sami. Jest jednak postęp moralny – z ust władcy Geraru, Abimelecha, pada otwarta krytyka patriarchy, matriarchini pozostaje nietknięta, a Izaak pomnaża swój majątek legalnie.

Można patrzeć na praojców jak na postacie posągowe. Jednak rysa tu i tam dodaje im trzeciego wymiaru, sprawiając, że chętniej przyglądamy się ich życiu. I tym chętniej czytamy Księgę Rodzaju – jako serial w odcinkach o dysfunkcyjnej rodzinie, w którym jest wszystko: morderstwo, gwałt, kazirodztwo, przemoc, oszustwo.