Potrzebujemy rzeczywistej chęci spotkania się i widzenia siebie nawzajem po Bożemu
Kard. Grzegorz Ryś w Uroczystość Objawienia Pańskiego:
06/01/2026 | Na stronie od 09/01/2026
Źródło: Archidiecezja Krakowska
– Jest potrzebna rzeczywista chęć spotkania się i widzenie siebie po Bożemu. To oczyszcza nasze intencje i sprawia, że nie chcemy nikim manipulować, wchodząc z nim w rozmowę, tylko chcemy uczciwego spotkania, które otwiera na obecność Jezusa Chrystusa – mówił kard. Grzegorz Ryś w Uroczystość Objawienia Pańskiego.
Na początku Mszy św. w katedrze na Wawelu kard. Grzegorz Ryś podziękował wszystkim organizatorom Orszaku Trzech Króli w Krakowie. – To jest bardzo piękne wydarzenie, które poza radością ma mocny wymiar ewangelizacyjny. Świadectwo – chcemy się przyznać do naszego Pana – mówił metropolita krakowski. Podkreślił, że każdy chrześcijanin nosi w sobie królewską godność. Zachęcił też do pamięci o braciach prawosławnych, którzy obchodzą dziś Święta Bożego Narodzenia. Przypomniał także, że 47 lat temu kard. Franciszek Macharski przyjął sakrę biskupią. Kard. Ryś zachęcił, by zatrzymać się przy grobie jego poprzednika „z wdzięcznością, z miłością, z modlitwą”, wychodząc ze świątyni.
W homilii kardynał zwrócił uwagę, że kolekta mszalna kieruje nasz wzrok na pogan, czyli ludzi, których Pan prowadzi do siebie, chociaż nie należą wprost do Jego ludu – na wzór mędrców ze Wschodu. Metropolita krakowski podkreślił, że misją, do której wierzących wzywa Pan Bóg, jest wyjście do każdego człowieka. Zauważył, że w Archidiecezji Krakowskiej na dziesięć osób tylko trzy chodzą do kościoła, a ze względu na tę wspomnianą misję powinno nas interesować także siedem pozostałych. – Objawienie, tajemnica, którą dzisiaj przeżywamy, nie jest przeznaczona tylko dla Kościoła. Objawienie jest dla wszystkich. Tak jak mawiał Ojciec Święty Franciszek: todos, todos, todos – dla każdego, dla wszystkich. Pan nas wzywa, byśmy się z każdym chcieli spotkać. I czyni to naszą misją – mówił kard. Grzegorz Ryś.
Zaznaczył, że do głoszenia Ewangelii ludziom, których nazywamy poganami, potrzeba spojrzenia na nich tak, jak widzi ich Bóg. Przypomniał, że św. Paweł napisał, że „poganie są współdziedzicami, członkami tego samego ciała i współuczestnikami tej samej nadziei”. – Spróbujmy popatrzeć na tych ludzi, których nie ma w naszych kościołach w ten sposób, że są współdziedzicami, to znaczy, że mamy wspólnego Ojca, że są dla nas siostrami i braćmi i co więcej, jeśli dziedziczymy razem, to znaczy, że są rzeczy, sprawy, wartości, dobra, za które możemy wziąć odpowiedzialność wspólnie – wyliczał kardynał. Wyjaśnił, że wierzący razem z poganami są „w tym samym ciele”, „w tym samym organizmie”. – Potrzebujemy siebie wzajemnie, tak jak się potrzebują członki w jednym ciele. To nie jest nieważne, że kogoś nie ma. Kiedy go nie ma, to ciało jest niepełnosprawne – podkreślał.
Nawiązując do trzeciego określenia użytego przez św. Pawła, że poganie są też „współuczestnikami obietnicy”, metropolita zaznaczył, że obietnica to jedno z ważniejszych słów w historii zbawienia. Abraham, pierwszy wierzący, usłyszał obietnicę, że będzie miał syna i ziemię. Jezus Chrystus natomiast zapowiada obietnicę swojego Ojca – Ducha Świętego. – Spotykając człowieka, o którym myślisz poganin, możesz spotkać Ducha Świętego. Kogoś kto w Duchu mówi, kogoś kto w Duchu działa, kogoś, w kim Duch Święty złożył takie dary, które mogą być także dla ciebie – zauważył kardynał, podkreślając, że właściwie dopiero wtedy jest możliwe spotkanie, które nazywamy ewangelizacją. Dopiero wtedy z takim człowiekiem można mówić o Jezusie Chrystusie, o wierze, o chrzcie, o Eucharystii. – Możesz do niego mówić, a jednocześnie możesz też go słuchać i być zainteresowany tą prawdą, którą on w sobie nosi i którą być może ta rozmowa z tobą w nim odsłoni – dodawał metropolita, podkreślając, że ewangelizacja powinna polegać na wydobyciu z człowieka tego, co on w sobie ma najlepszego, żeby to stało się jawne i wzbogaciło drugiego uczestnika dialogu.
Reasumując, zaznaczył, że dzisiaj liturgia Słowa wzywa do „korekty wzroku”, do tego, „w jaki sposób widzimy tych, o których nieraz z osądem, nieraz z potępieniem, mówimy poganie”. – Dzisiejsza uroczystość pokazuje, że Pan go prowadzi, Pan go prowadzi do siebie. I Pan chce go przyprowadzić także do Ciebie. Ale patrz na tego człowieka tak, jak patrzy Bóg. Wtedy staje się możliwe spotkanie – podsumował kard. Grzegorz Ryś.
Zwrócił uwagę, że spotkanie nie zawsze dochodzi do celu. W tym kontekście wskazał na wymianę informacji między mędrcami a Herodem, ale zaznaczył, że nie można tego nazwać spotkaniem. W Jerozolimie nie doszło do dialogu, bo Herod nie okazał się rozmówcą, ale manipulatorem. – Rozmawiali o Mesjaszu, ale Herod myślał tylko o sobie, o swojej pozycji, o swoim prawie, o swoim stanowisku – zauważył metropolita i postawił otwarte pytanie do wierzących, czy wchodząc w rozmowę ze światem zawsze zależy nam na Jezusie? – Nie jest tak, że gdzieś na końcu zależy nam na samych sobie, na swoim własnym poczuciu bezpieczeństwa, właśnie na swojej pozycji, żeby tylko nie była zachwiana? – zastanawiał się, podkreślając, że do rozmowy i spotkania potrzebna jest uczciwość obu stron.
– Jest potrzebna rzeczywista chęć spotkania się i widzenie siebie po Bożemu. To oczyszcza nasze intencje i sprawia, że nie chcemy nikim manipulować, wchodząc z nim w rozmowę, tylko chcemy uczciwego spotkania, które otwiera na obecność Jezusa Chrystusa – zakończył kardynał. .....