Felieton Andrei Riccardiego'' w “Corriera della Sera”

Papież Leon apeluje o pokój, będący motywem przewodnim jego pontyfikatu: „Kto dzierży broń, niech ją złoży”

Andra Riccardi

Źródło: SANT'EGIDIO

Papież Leon w wielkanocnym orędziu Urbi et Orbi położył nacisk na pokój:"Kto dzierży broń, niech ją złoży! Kto ma władzę rozpętywania wojen, niech wybiera pokój! Nie pokój narzucany siłą, lecz budowany poprzez dialog!". Jest to motyw przewodni, który przewija się w jego przemówieniach od samego początku. Stanowi on dysonans w stosunku do języka międzynarodowego, który jest bardzo realistyczny i wojowniczy, a nawet brutalny. Pokój jako globalna wizja został odłożony na bok. Statut ONZ z 1945 roku określał jako cel organizacji wyzwolenie narodów od „plagi wojny”: dziś wojna jest bardziej narzędziem, z którego łatwo się korzysta, niż plagą.

Świat jest już inny. Nie tylko ze względu na otwarte wojny, te, które ciągną się w nieskończoność, ale także ze względu na zmienność sojuszy. NATO znajduje się w zawieszeniu. Kościół katolicki zawsze uważał ONZ za organizację siostrzaną – pomimo różnic – i dostrzega jej kryzys oraz utratę legitymizacji. Ale czy Stolica Apostolska nie przyjmuje stanowiska z XX wieku w zupełnie nowym stuleciu? Czy nie ogranicza się do apeli moralnych, nie wskazując odpowiedzialnych? Czy nie jest to nieco oderwane od rzeczywistości?

W pewnym sensie tak. Kościół jest przekonany, że nie wolno zapominać o strasznych lekcjach XX wieku. Tę filozofię wyrażali wszyscy papieże XX i XXI wieku. Dobrze widać to w słowach Piusa XII w przededniu II wojny światowej: „W pokoju nic nie jest stracone. W wojnie wszystko może być stracone. Niech ludzie znów się zrozumieją. Niech znów zaczną negocjować”. Przekonanie to wzmacnia historyczne doświadczenie dziesięcioleci wojen. Do tego dochodzi przekonanie, że wraz z coraz bardziej zaawansowaną technologicznie i śmiercionośną bronią wojen nie da się wygrać, stają się one bezkresne. Bergoglio trafnie zauważył, że nie chodzi dziś o serię lokalnych konfliktów, ale o prawdziwą „trzecią wojnę światową w kawałkach”, co widać na przykładzie Rosji w Ukrainie i Stanów Zjednoczonych, które zaatakowały Iran. To właśnie w kontekście „światowym” trzeba oceniać decyzje o rozpoczęciu wojny i jej prowadzeniu.

Franciszek opisał doświadczenia związane z konfliktami ostatnich dwóch stuleci: „Każda wojna pozostawia świat gorszym, niż go zastała”. To stanowisko Kościoła jest dalekie od stanowiska państw i ich polityki. Ale jest ono również dalekie od stanowiska świata chrześcijańskiego. Ekumenizm przeżywa kryzys. Patriarchat moskiewski popiera rosyjską wojnę. Opór Ukrainy jest wspierany przez prawosławnych w tym kraju. Świat prawosławny jest rozdarty. Anglikanie, zwłaszcza po wyborze kobiety na arcybiskupa, są podzieleni, a liczne kościoły anglikańskie w Afryce odłączyły się od Canterbury (jakie relacje nawiążą z katolicyzmem?). Wśród niekatolików nie widać Kościołów zdolnych do autorytatywnych interwencji poza granicami swoich krajów. Powracają natomiast do łask motywacje chrześcijańskie i biblijne, które błogosławią wojnę.

Najgroźniejsze wyzwanie pochodzi ze świata neoprotestanckiego i neocharyzmatycznego, który w XX wieku doświadczył bardzo szybkiego wzrostu, oddalając się od historycznego protestantyzmu, a obecnie liczy prawie sześćset milionów wiernych: galaktyka wspólnot, które w większości identyfikują się z państwami, niezainteresowanych kwestiami pokoju. Niektórzy prezydenci krajów afrykańskich polegają na lojalności neo-protestantów, podczas gdy w Ameryce Łacińskiej ci ostatni mają wpływ na politykę wewnętrzną. Chrześcijański nacjonalizm teologicznie legitymizuje silną władzę. Różni się on od dawnego nacjonalizmu katolickiego, którego echa można dziś dostrzec u Orbána. Nacjonaliści katoliccy czerpali swoją siłę z katolicyzmu. Wśród neoprotestantów odniesienia biblijne są wykorzystywane w kontekście nacjonalistycznym, jak w modlitwie pastorów za prezydenta Trumpa, wzywającej Boga, „abyśmy ponownie stali się jednym wielkim i niepodzielnym narodem pod Bogiem”.

Niektóre kręgi japońskiego buddyzmu, po dramatycznych wydarzeniach II wojny światowej, związane z „duchem Asyżu”, są bliższe stanowisku katolickiemu. Znaczna część świata żydowskiego, w tym również diaspory, jest w stanie wojny z Izraelem. Islam pozostaje zróżnicowany i zaangażowany w wojnę na Bliskim Wschodzie. Od spotkania przedstawicieli religii w Asyżu, którego inicjatorem był Wojtyła w odległym 1986 roku, oraz poprzez kolejne działania, Kościół podejmował wysiłki na rzecz „rozbrojenia” wszystkich religii, do tego stopnia, że w październiku 2025 roku Leon XIV, podczas spotkania w Rzymie, w „duchu Asyżu” powiedział z wielką stanowczością: „Wojna nigdy nie jest święta, jedynie pokój jest święty, ponieważ jest wolą Boga!”. Jest to swego rodzaju katolicka wyjątkowość, która wywiera wpływ również na niekatolików, a jej korzenie sięgają transnarodowej rzeczywistości Kościoła rzymskiego oraz jego pełnej mądrości wizji historii. Jednak i ona sama stoi przed wewnętrznymi wyzwaniami. W epoce globalizacji, naznaczonej jednak licznymi podziałami, religie ulegają nacjonalizacji.