Oszczerstwo krwi – sprawa aktualna?

Ilustracja z książki: Frederik to Gaste, „Prawda o żydowskich mordach rytualnych”, Warszawa 1943. Zbiory Biblioteki Narodowej / Polona.pl

Ilustracja z książki: Frederik to Gaste, „Prawda o żydowskich mordach rytualnych”, Warszawa 1943. Zbiory Biblioteki Narodowej / Polona.pl

Źródło: "Więź" 07 kwietnia 2021

Oficjalne oświadczenia płynące z Watykanu są jednoznaczne: „nigdy nie było żydowskiego mordu rytualnego”. Jednak nie wszyscy katolicy są o tym przekonani.

Wydawałoby się, że oskarżenia o mord rytualny to już historia. Kto w nie jeszcze wierzy? Może – chciałby ktoś rzec – najwyżej jacyś niewykształceni ludzie, którzy nic nie wiedzą o świecie? Tak jak niegdyś, w czasach analfabetyzmu.

Tymczasem problem właśnie nas dopadł, bo w 2018 roku ks. prof. Tadeusz Guz wspominał o „dowodach”, jakimi są wyroki skazujące Żydów za mord rytualny, wydane kilka wieków temu. Rzecz się ciągnie do teraz, bo jego uczelnia, Katolicki Uniwersytet Lubelski, w oświadczeniu komisji dyscyplinarnej nie uznała tych wypowiedzi za problematyczne.

To nie „motłoch” był źródłem oszczerstwa krwi, ale literatura pisana. Oszczerstwo krwi rozpowszechniało się dzięki osobom wykształconym i dzięki rozpowszechnieniu druku

Stanisław Krajewski

Sprawa jest aktualna nie tylko w Polsce. Na Bliskim Wschodzie od niedawna pokazuje się z upodobaniem obrazy mordów rytualnych w wykonaniu Żydów po to, żeby oskarżyć Izraelczyków. Kilka lat temu angielska grupa skrajnych prawicowców przybyła do miejscowości Lincoln, ażeby uczcić Małego Hugha, którego w 1255 roku mieli zamordować Żydzi. Uczestnicy wyprawy nie przyjęli do wiadomości, że od 1959 r. na kościele jest tabliczka informująca, że oskarżenia były fikcyjne.

A z kwestią wykształcenia jest zupełnie inaczej, niż się wydaje i – co więcej – również niegdyś było inaczej. Jeśli chodzi o dawniejsze czasy, to historię oskarżeń Żydów o mord rytualny – zwłaszcza o rzekome używanie krwi chrześcijan do wyrobu macy – opisuje szczegółowo Magda Teter w wydanej w 2020 roku przez Harvard University Press książce „Blood Libel. On the Trail of an Antisemitic Myth” [„Oszczerstwo krwi. Na tropie antysemickiego mitu”]. Skoro sprawa nas dopadła, warto przybliżyć treść tego opracowania.

Autorka jest Polką mieszkającą od lat w Stanach Zjednoczonych. Jest profesorką historii i studiów żydowskich na jezuickim Fordham University w Nowym Jorku. W książce śledzi przypadki studiowane już wielokrotnie – również przez polskich historyków, np. Hannę Węgrzynek i Jacka Wijaczkę – głównie z okresu średniowiecza i wczesnej nowożytności. Korzysta i z opracowań, i ze źródeł w wielu językach – po łacinie, francusku, niemiecku, włosku, polsku, rosyjsku, hiszpańsku, hebrajsku i w jidysz. Dzięki temu wskazuje na ogólnoeuropejski charakter tego zjawiska.

Ponadto formułuje tezę, której dotąd nie podkreślano: oszczerstwo krwi rozpowszechniało się powoli, a było możliwe dzięki osobom wykształconym, które się w to angażowały, i dzięki rozpowszechnieniu druku, czyli najważniejszego instrumentu utrwalania i przekazywania wiedzy szerokim rzeszom. Te oskarżenia „wytwarzały szeroki papierowy ślad złożony z listów, edyktów i praw oraz ślad pamięciowy kształtowany przez literaturę i sztukę”. To dzięki ludziom czytającym w obcych językach i piszącym w sposób zrozumiały w swojej mowie możliwe było stopniowe przenikanie tego oszczerstwa do kolejnych krajów.

Papieże potępiali od 1247 r.

Zaczęło się w Anglii. Pierwszy przypadek miał miejsce w 1144 roku w Norwich, ale niezbyt wiele o nim wiadomo. Mord rytualny miał być powtórzeniem męki Jezusa – ten motyw powracał potem wielokrotnie. Zarzuty pojawiały się często w okolicach święta Pesach, a więc i w Wielkanoc. Nie sposób nie zauważyć, że takie postrzeganie tej rzekomej zbrodni jest zakorzenione w obrazowaniu chrześcijańskim, a nie ma żadnego wyraźnego sensu z perspektywy judaizmu.

W XIII wieku na kontynencie dodano oskarżenie dotyczące krwi: Żydzi mieli jej potrzebować do celów rytualnych, w szczególności do wyrobu macy. Oskarżenia pojawiły się we Francji, w krajach niemieckich, we Włoszech. A wskutek nich – procesy, w których skazywano Żydów na śmierć. Najsłynniejszy przypadek dotyczył Szymona z Trydentu w 1475 roku. Był on też na wiele sposobów najbardziej wpływowy, stał się wzorem dla innych – również w Polsce.

Papieże potępiali te zarzuty, począwszy od 1247 roku, gdy uczynił to Innocenty IV. Te potępienia powtarzane były kilkakrotnie – aż do bulli Pawła III z 1540 roku. Ale papieskie wskazania ustały, gdy biskup Rzymu formalnie usankcjonował kult Małego Szymona (z Trydentu), a jeszcze bardziej dlatego – twierdzi Teter – że w 1583 roku włączono tego męczennika do kalendarza liturgicznego Martyrologium romanum. To milczenie pośrednio potwierdzało oskarżenia. Przez dwa stulecia Watykan nie zajmował stanowiska.

Dopiero w 1759 roku kard. Lorenzo Ganganelli – późniejszy papież Klemens XIV – napisał ważny raport odrzucający całkowicie oszczerstwo krwi. Nie mógł jednak zanegować kwitnących i usankcjonowanych przez Rzym kultów małych męczenników, dlatego nie odrzucił oskarżenia, że Żydzi mogli kogoś zamordować z nienawiści.

Ganganelli napisał swoje opracowanie w związku z oskarżeniami, które pojawiały się w Polsce. Po renesansie fala oskarżeń antyżydowskich na Zachodzie zdecydowanie słabła, natomiast wzmagała się na terenach Rzeczypospolitej. Jednak raport kard. Ganganellego nie został upubliczniony. Opublikowano go dopiero w końcu XIX wieku. Watykan oficjalnie potwierdził jego autentyczność – na prośbę Rotschilda – w trakcie głośnego procesu Bejlisa (1911–13), oskarżonego o zabicie chrześcijanina w Kijowie, acz ostatecznie oczyszczonego z winy.

Po II Soborze Watykańskim oficjalnie zakończony został kult Szymona z Trydentu. Podobnie stało się z analogicznym przypadkiem Andrzejka z Rinn w Austrii i z innymi mniej słynnymi przykładami. Późniejsze oficjalne oświadczenia odpowiednich komisji watykańskich są zupełnie jednoznaczne: „nigdy nie było żydowskiego mordu rytualnego”. Jednak, jak się okazało, nie wszyscy katolicy są o tym przekonani.

Spisane rzekome żydowskie okrucieństwa

Wśród ludzi niewykształconych przekonanie o żydowskich mordach rytualnych nadal się pojawia; dokumentuje to w swoich publikacjach Joanna Tokarska-Bakir. Niezależnie od tego trzeba wspomnieć, że tuż po wojnie kard. Wyszyński wyraził wątpliwości co do sprawy Bejlisa. A obecnie? Wypada podkreślić, iż wspomniany wyżej ks. Guz jest człowiekiem wysoce wykształconym, a w marcu 2021 roku złożona z profesorów komisja dyscyplinarna KUL uznała, że kieruje nim „wiedza zdobyta w wyniku analiz naukowych w oparciu o dostępne materiały źródłowe”.

Magda Teter argumentuje, że to nie „motłoch” był źródłem procesów i prześladowań antyżydowskich, ale literatura pisana. Ludzie w Polsce mieli styczność z Żydami i przez długi czas nie byli zbyt skłonni, żeby wierzyć w mord rytualny. Gdy jednak przypadki rzekomego żydowskiego bestialstwa weszły do opisu dziejów zawartych w uczonych historiach świata i drukowanych żywotach świętych, stopniowo stały się wiedzą powszechną i głęboko zakorzenioną.

W Polsce ważną rolę odegrała książka Przecława Mojeckiego „Żydowskie okrucieństwa, mordy, y zabobony” z 1598 r. Przedstawia cały szereg przykładów dokonywanych przez Żydów morderstw, bezczeszczeń hostii itp., zaczerpniętych z europejskiej literatury przedmiotu. Poza tym autor tłumaczy, czym są obecni Żydzi, a przy okazji sugeruje, dlaczego nie powinno przekonywać standardowe żydowskie tłumaczenie, czyli powoływanie się na prawo mojżeszowe, które zakazuje spożywania krwi. Mianowicie twierdzi, że Żydzi w Europie to dzieci z nieprawego łoża, pochodzący od żydowskich kobiet i niemieckich żołnierzy w armii rzymskiej. Wychowani przez kobiety, nie mają pojęcia o nauczaniu biblijnym. Wedle późniejszych dziejopisów Żydzi wykupili nakład tej książki, ale według Teter nie ma na to dowodów.

Tezy opracowania Mojeckiego zostały rozpowszechnione przez książkę Szymona Hubickiego „Żydowskie okrucieństwa nad Najświętszym Sakramentem y dziatkami chrześcijańskimi” z 1602 r. Autor narzeka, że Żydzi w Polsce unikają kary dzięki przekupstwom. Twierdzi, wbrew faktom, że w Trydencie to papież nakazał egzekucję Żydów, którzy przyznali się do winy. W ten sposób Hubicki ułatwia „podważanie wszelkich stwierdzeń o papieskiej ochronie Żydów” – pisze Teter.

Argumentacja obecna w obu książkach jest potem powtarzana w kolejnych polskich publikacjach. Hubicki cytuje też dane sądowe, wzmacniając w ten sposób oskarżenia. Co więcej, jego książka miała wpływ na Europę. Jej streszczenie znalazło się w wydanym w Antwerpii monumentalnym zbiorze żywotów świętych „Acta sanctorum” z drugiej połowy XVII wieku. Taka publikacja wracała następnie do Polski jako zewnętrzny „dowód” twierdzeń o żydowskich winach. Przesłuchania i tortury

Procesy w Sandomierzu w latach 1698 i 1710 znane są z niedawnych polskich debat o – przedstawiających rzekomy mord rytualny – obrazach w tamtejszych kościołach. Motorem tych oskarżeń był ks. Stefan Żuchowski. To głównie z jego tekstów możemy wiedzieć lub wnioskować, co się tam działo. Wpływ na jego postawę miała wizyta w Trydencie; to stamtąd czerpał inspirację, żeby zamówić wspomniane obrazy. A także pomysł, żeby wygnać Żydów z Sandomierza, a najlepiej – w ogóle z Polski.

Wiadomości o ówczesnych procesach były czasem szeroko rozpowszechniane. Tak było po wyroku śmierci, wydanym na ośmiu Żydów w 1747 roku w (obecnie ukraińskim) Zasławiu – po tym, jak za karczmą znaleziono poranione zwłoki mężczyzny. Był to zapewne pierwszy tego typu proces w mieście prywatnym. Do wydrukowanych broszur z wyrokiem dołączony został popierający go list właściciela, księcia Pawła Sanguszki. Było to początkiem fali oskarżeń na wschodnich terenach Rzeczypospolitej. Dołożyli się do oszczerstw członkowie sekty Jakuba Franka, którzy szukali legitymizacji między innymi przez zarzucanie używania krwi ich oponentom, czyli Żydom „talmudystom”.

Rezultaty ówczesnych procesów zależały od przyznania się do winy. Oprócz przesłuchań stosowano też tortury. Już tylko z tego powodu wyniki takich procesów mogą budzić wątpliwości. Zwłaszcza teraz – po wszystkich badaniach historyków i wyrażeniu stanowiska oficjalnego przez Kościół – należy krytycznie czytać powstałe w ich następstwie publikacje. Tymczasem owe dawne druki są teraz przytaczane jako argumenty użyte w „naukowych” wywodach wspomnianego księdza profesora.

Jest rzeczą przygnębiającą, że argumentacja za oskarżeniami oraz przeciw nim jest ciągle taka sama. Gdy przed laty Polska Rada Chrześcijan i Żydów zaprojektowała tabliczkę wyjaśniającą w celu umieszczenia w sandomierskiej katedrze obok obrazu przedstawiającego Żydów wydobywających krew z dziecka, musiała wspomnieć o zakazie spożywania krwi – oczywiście chodzi o krew zwierzęcą, więc co dopiero ludzką! – o bullach papieskich, o nieistnieniu jakichkolwiek żydowskich mordów rytualnych. To samo mogło być napisane 100 lat temu lub 500 lat temu. Starania o umieszczenie tej tabliczki trwały wiele lat. Mam nadzieję, że teraz nie będzie nas czekał podobnie długi proces wyjaśniania stanowiska katolickiej uczelni w podobnie oczywistej sprawie wypowiedzi swojego pracownika.

A jeśli?

Chcę dodać refleksję odnoszącą się do spotykanego czasem argumentu: może wy, Żydzi, w zasadzie nie używacie krwi i nie dokonujecie żadnych mordów rytualnych, ale czy jesteś pewien, że ktoś, kiedyś, jakaś sekta lub osoba nie mogła tego zrobić?

Otóż, oczywiście, nie mogę być pewien. Jakiś zaburzony Żyd mógł coś takiego uczynić. Tyle tylko, że z tego nic nie wynika o Żydach w ogóle. Bo to – jeśli w ogóle miało miejsce – byłoby nie tylko wyjątkowe, ale i zupełnie nietypowe. Żeby to lepiej zilustrować, proponuję porównanie z masowym morderstwem Arabów dokonanym w 1994 roku przez Barucha Goldsteina w Grocie Patriarchów w Hebronie. To był czyn wyjątkowy, ale był dokonany w imię Żydów, religii, miłości do Ziemi Izraela. Uważam to za zbrodnię, a interpretację tradycji, wedle której postępował, za niedopuszczalną. Tak samo myśli duża większość Żydów.

Jednak taka skrajna interpretacja jest możliwa, a grób Goldsteina – bo zginął, zaciukany przez tych, których nie zdołał zastrzelić – jest miejscem pielgrzymek żydowskich ekstremistów. Nie mogę zignorować tego wydarzenia, choć było jednostkowe, muszę się z nim mierzyć, wstydzić za tego człowieka i za interpretacje, które się z nim wiążą. Natomiast jeśli – powtarzam: jeśli – ktoś kiedyś kogoś zamordował „rytualnie”, to uczynił to z powodów patologicznych, a nie w wyniku mylnej czy skrajnej, ale wyobrażalnej interpretacji tradycji żydowskiej. Dlatego mogę, a raczej muszę, to zignorować, gdy rozpatruję relacje żydowsko-chrześcijańskie.

Z historii oskarżeń o mord rytualny płynie jeszcze jedna, całkowicie aktualna nauka, której autorka omawianego dzieła nie omieszkała wzmiankować. Mianowicie wynalazek druku stworzył szansę masowych nakładów książek. To wydawało się umożliwiać niebywałe rozpowszechnienie wiedzy i zasadnicze podniesienie poziomu wykształcenia ludzi. Tak się stało, ale jednocześnie pojawiły się druki promujące fałsz i oszczerstwa. Jak widać z historii oskarżeń o mord rytualny, masowe rozpowszechnianie wiedzy szło w parze z masowym rozpowszechnianiem zabobonów. Teraz tak samo jest z internetem.

Jeszcze 20 lat temu myśleliśmy, że dzięki niemu wiedza na najwyższym poziomie stanie się dostępna dla każdego. Wkrótce okazało się, że co najmniej równie skutecznie promuje się fałsz i oszczerstwa, a ludzie chcą przebywać w bańkach zgodnych z ich przekonaniami. Wielkim wyzwaniem naszych czasów stało się więc utworzenie w internecie mechanizmów, które pozwalałyby w sposób wiarygodny – niezależnie, uczciwie, czysto – odróżniać źródła miarodajne od nierzetelnych. Czy to jest możliwe?

Przeczytaj także: Jak się rodził polski nowoczesny antysemityzm